– Nikt nie powiedział mi, że będzie tak trudno. To miało przyjść samo, naturalnie – zwierza się Agata*, polska mama mieszkająca od dwunastu lat w Wielkiej Brytanii. Jej sześcioletni syn, Adam, nie mówi po polsku, choć wszystko rozumie. Podobnie stwierdza Joanna, której bliźniaki kategorycznie odmawiają odpowiadania po polsku. Czasem nawet nie chcą, żeby mama mówiła do nich w tym języku.

W mojej pracy coacha dwujęzycznego wychowania codziennie rozmawiam z polskimi mamami, których dzieci nie potrafią porozumieć się po polsku. (Czasem także z tatami, ale częściej zgłaszają się do mnie mamy. Może dlatego, że to na nich na ogół ciąży odpowiedzialność wychowanie dzieci?  To także im, mam wrażenie, bardziej zależy na przekazaniu dzieciom ojczystego języka i kultury.)

O tym, że dzieci wychowywane na emigracji, również w rodzinach polsko-polskich, często mają trudności z językiem polskim, mówi się stosunkowo mało. Dlaczego? Bo rodzicom jest wstyd, że nie udało im się przekazać dzieciom swojego języka, bo gdy się o tym wspomina, pojawia się hejt, bo znajomi się chwalą, że ich dzieci mówią bez akcentu w trzech językach, jak natywni.

quiz test dwujezyczne dziecko

Nie wiemy, jaki jest procent rodzin z trudnościami, pewnie się nie dowiemy. Dzieci urodzone na emigracji pozostaną tam, gdzie mieszkają, wmieszają w lokalny tłum, może nawet z czasem (nie bez żalu) zapomną o polskich korzeniach. A ich dzieci, to już na pewno.

Wybór języka przez dziecko

– To przecież takie naturalne dla wszystkich innych mam, ale nie dla nas – zastanawia się Magda, mama ośmioletniej Evy mieszkająca we Francji. – To normalne, że dziecko porozumiewa się z rodzicem tym samym językiem – językiem, który oboje dobrze znają. Tylko nam to nie jest dane.

Tak, w naszym wypadku, dziecko ma wybór między językami i najczęściej, co jest jak najbardziej zrozumiałe, wybiera język, którym jest mu łatwiej się posługiwać – język większościowy.

„Niech dziecko pójdzie do polskiej szkoły, to się nauczy” – to jedna z najczęstszych reakcji, oprócz „Niech mama mówi w domu po polsku.” Tylko, że mama na ogół mówi do dziecka po polsku, a rolą polskich placówek czy stowarzyszeń za granicą nie jest nauczenie dzieci mówienia, ale umiejętności pisania, czytania i szerzenie wiedzy o polskiej historii, geografii, kulturze. Mówieniem mają zająć się rodzice. Jednak czas, jaki dziecko spędza w szkole, z rówieśnikami, w języku większościowym bierze górę, a język polski okazuje się niepotrzebny w codziennych relacjach – rodzice rozumieją język kraju (angielski, francuski, niemiecki…).

Główne trudności językowe

Główne trudności językowe, z jakimi spotykam się w mojej pracy, są dwie. Pierwsza: dziecko rozumie po polsku, ale w nim nie mówi. Rodzic zapewnił mu wystarczający kontakt, ale zabrakło potrzeby używania polskiego. Dziecko rozwinęło dwujęzyczność pasywną / receptywną / bierną. Druga sytuacja: dziecko nie zna polskiego, mimo, że posługuje się już językiem kraju, w którym mieszka (język większościowy). Tak było w przypadku Alexandra wychowywanego w Anglii. Mama (Beata) nie przekazała mu polskiego, bo bardzo zależało jej, żeby syn jak najszybciej zintegrował się z rówieśnikami. Obawiała się, że język polski tylko „namąci mu w głowie”, że nie poradzi sobie i będzie odstawał od innych dzieci. Utwierdziła ją w tym przekonaniu lekarka, która zapewniła, że na drugi język zawsze będzie czas. Najważniejsze, żeby jak najszybciej opanował angielski, „bo to klucz do wszystkiego”. Jakże Beata była dumna, kiedy syn zaczął mówić po angielsku, „jak rodowity Anglik”, z brytyjskim akcentem, o którym Beata mogła jedynie marzyć. Tylko, że kiedy przyjeżdżają do Polski, Alexander nie może porozumieć się z dziadkami. Dziadkowie mieszkają pod Opolem i nie mówią po angielsku. Zresztą Alexander nie lubi przyjeżdżać do Polski – nie czuje się tam dobrze, bo „zawsze przychodzi dużo ludzi, a on nie rozumie, czego od niego chcą” – tłumaczy syna Beata. To było, zanim Beata nie zgłosiła się do mnie i nie zaczęła krok po kroku uczyć Alexandra polskiego. „Mam szczęście, bo on chce się uczyć. Może dlatego, że dziadek ma warsztat, a on aż się rwie do majsterkowania”. Minie jednak jeszcze trochę czasu, zanim chłopiec będzie mógł się porozumieć z dziadkiem tak, jak dziadek porozumiewa się z innymi wnukami.

żeby dziecko mówiło po polsku

Relacje z rodziną w Polsce

Problem relacji z dziadkami pojawia się regularnie wśród rodzin polonijnych. Najczęstszym „zarzutem” jest to, że nie inwestują się w kontakty z wnukami z zagranicy tak, jak to robią w stosunku do wnuków w Polsce. Pamiętam, jak mieszkająca we Włoszech Elżbieta ubolewała nad tym, że jej rodzice mało interesują się sześcioletnią Klarą. Klara mówi trochę po polsku, ale nie wystarczająco, żeby rozmawiać z dziadkami przez telefon. Z dziećmi siostry widują się natomiast co tydzień i dzwonią do nich co parę dni. Tę prawdopodobnie nieświadomą postawę można zrozumieć – kontakty z dziećmi w Polsce są prostsze i nie wymagają od dziadków wysiłku. Jednak dla dziecka za granicą jest to podwójna kara. Nie dość, że dziadkowie są daleko i rzadko się z nim spotykają, to jeszcze kontakty są utrudnione z powodu języka i mniej serdeczne za sprawą dystansu ze strony dziadków.

Na szczęście są także bardzo oddani dziadkowie, którzy w razie potrzeby nawet uczą się języka wnuków, żeby móc się z nimi porozumieć. Ale nie wszyscy mają wystarczająco dużo energii i motywacji, żeby się na to zdobyć.

Relacja rodzic – dziecko

Trudności wynikających ze słabej znajomości języka polskiego u dzieci jest więcej, w tym także emocjonalnych, rodzinnych, kulturowych czy, w skrajnych przypadkach, tożsamościowych.

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie refleksja Alicji mieszkającej w Hiszpanii, której brakowało „rozpoznania się” we własnej córce, Isie, odpowiadającej jej po hiszpańsku. „To oczywiście całkowicie oddzielna ode mnie osoba i to jest jak najbardziej normalne – opowiadała – ale czasem, kiedy się do mnie zwraca po hiszpańsku, patrzę na nią i zastanawiam się – czy one naprawdę pochodzi ode mnie?” I od razu wyjaśniła, że bardzo kocha córkę i to nie ma nic do rzeczy, tylko dlaczego każda musi mówić w swoim języku, jakby nie mogły komunikować się „jak normalne rodziny”. Isa ma jedenaście lat, jej relacje z Alicją są dobre. Alicja chciałaby, żeby były bardzo dobre, ale kiedy widzi, jak inne mamy rozmawiają z córkami, na przykład w kawiarni czy podczas wspólnych zakupów, czegoś jej brakuje. Myśli, że jest to kwestia języka, dlatego zgłosiła się do mnie po pomoc. Szczególnie obawia się, że córka nie będzie chciała się jej zwierzać w okresie nastoletnim, bo ona wciąż nie czuje się zbyt pewnie w hiszpańskim. Na co dzień pracuje w języku angielskim i zdarza jej się prosić córkę o wytłumaczenie niektórych zwrotów, kiedy Isa coś jej opowiada. W takich sytuacjach Isa najczęściej wzrusza zniechęcona ramionami i kontakt urywa się.

jezyk polski rodziny na emigracji trudnosci

Dwujęzyczność w okresie nastoletnim

To prawda, że okres nastoletni to czas, kiedy krystalizują się niektóre trudności językowe ze względu na specyfikę przemian zachodzących w młodym człowieku. Dlatego właśnie tak ważne jest, żeby dziecko opanowało język rodzica, zanim osiągnie dwanaście – trzynaście lat.

Wspólne posługiwanie się językiem polskim ma wyjątkowe znaczenie w momentach obciążonych emocjami, szczególnie gniewem czy złością, ale także, kiedy rodzic potrzebuje, żeby dziecko go wysłuchało. Dlaczego właśnie językiem rodzica? Rodzic pewniej czuje się w swoim pierwszym języku, popełnia mniej błędów, nie ma trudności z wymową (kwestia obcego akcentu). W języku większościowym natomiast pewniej się czuje dziecko, gdyż dla niego jest to język dominujący. Jeśli rodzic posługuje się językiem, którym włada gorzej, jego w autorytet w oczach dziecko spada. Pomimo że przekazywana treść jest jak najbardziej prawidłowa, okaleczona forma, czyli język, wpływa na odbiór komunikatu przez nastolatka.

Doskonale ilustruje to przykład Marka. Marek rozumiał, ale słabo mówił po polsku. Regularnie natomiast poprawiał mamę, kiedy karciła go za nieodpowiednie zachowanie. Możliwe, że wytykał jej błędy popełniane po niemiecku, żeby jeszcze bardziej ją zezłościć, może żeby wykazać swoja wyższość albo ośmieszyć? W każdym razie Iwona miała wrażenie, że robił to celowo, aby wytrącić ją z równowagi i zawstydzić przed samą sobą.

jezyk polski na emigracji trudnosci

Ich relację dodatkowo komplikowała niechęć syna do polskiego, szczególnie w obecności kolegów. Wiele razy zakazywał mamie odzywania się do niego po polsku, mówiąc, że wstydzi się, że nie jest taki jak inni. Co gorsza, wstydził się także, kiedy zwracała się do niego po niemiecku. Dlatego też nigdy nie zapraszał kolegów do domu. Iwona wciąż cierpi z powodu konfliktów z synem.

Brak transmisji kulturowej

Nieco inna jest sytuacja Marty i jej dwóch córek: Sary i Mileny. Mieszkają w Belgii i dziewczynki rozumieją trochę po polsku, ale za mało, żeby móc się z nimi swobodnie porozumieć. Marta mówiła do nich po polsku przez pierwsze lata, lecz kiedy zorientowała się, że za każdym razem odpowiadają jej po francusku, zrezygnowała. Teraz żałuje – dziewczynki mają siedem i dziewięć lat, i Marta miałaby ochotę poczytać im ulubione historie ze swojego dzieciństwa – Adama Bahdaja czy Hannę Ożogowską. Niestety nie może, córki rozumieją jedynie najprostsze słowa i na widok polskich książek, proszą, żeby tata poczytał im po francusku. Martę tym bardziej to smuci, że w domu u rodziców, wciąż ma w piwnicy książki, którymi, myślała, że kiedyś podzieli się ze swoimi dziećmi. „Ostatnio usłyszałam w radiu „Konika na biegunach” i bardzo się wzruszyłam. Chciałam włączyć tę piosenkę córkom, tekst jest świetny, ale zorientowałam się, że nic nie zrozumieją. Popłakałam się” – opowiedziała mi podczas pierwszego spotkania.

Można pomyśleć, że trudności kończą się, kiedy dziecko staje się dorosłe. Ma już swoje własne życie i polska przeszłość rodziców odchodzi w cień. Nawet jeśli nie opanowało języka polskiego, zbuduje swoją przyszłość na lokalnych fundamentach i to mu wystarczy. Nie musi przecież ciągle spoglądać za siebie. I tak, i nie.

Dorosłe dzieci polonijne

Jakiś czas temu rozmawiałam z Heleną, młodą kobietą polskiego pochodzenia wychowaną we Francji. Język i kulturę polską poznała dopiero po maturze, kiedy, z własnej inicjatywy, wybrała się do Polski tropem przodków. Po powrocie zdecydowała się na studia kultur słowiańskich na Sorbonie. Rodzice Heleny wyjechali z Polski na początku lat osiemdziesiątych. W domu mówili do dzieci jedynie po francusku, zakochani we francuskiej kulturze. Ale Helenie czegoś brakowało, co dało o sobie dość mocno znać w wieku nastoletnim. Nie czuła się we Francji u siebie, nigdzie nie czuła się u siebie, bo nie znała innego miejsca, które mogłaby być jej własnym. Rodzice myśleli, że przeżywała typowy kryzys nastolatka, ale w jej wypadku, był to głębszy kryzys tożsamościowy. Miała rodzicom za złe, że nie przekazali jej języka polskiego, że pozbawili jej drugiej (a może raczej pierwszej) kultury. Uważała, że miała do niej prawo ze względu na swoje polskie pochodzenie. Jednocześnie, jak mi opowiadała, czuła wstyd, że mimo polskiego nazwiska i rodziny wciąż mieszkającej w Polsce, nie znała nawet języka. Na szczęście dzięki własnej determinacji w pewien sposób odzyskała swoje korzenie. Dziś mówi poprawnie po polsku, ale wciąż doskonali język. Pragnie przekazać go swoim dzieciom. Kiedy rozmawiałyśmy ostatnim razem, była w ciąży i prosiła mnie o listę książek dla najmłodszych.

jezyk polski na emigracji trudnosci

Samotność mam na emigracji

I jeszcze na koniec – kilka słów o rodzicach, a dokładniej: o mamach. Tak łatwo jest powiedzieć, co słyszę dość regularnie od osób postronnych: „wystarczy mówić do dziecka tylko po polsku i wymagać, żeby i ono odpowiadało rodzicowi po polsku.” Czasem wystarczy, a czasem nie. Ale warto także spróbować zrozumieć, co czują mamy, których dzieci, mimo wysiłków z ich strony, nie mówią po polsku. Rozmawiałam z wieloma z nich na ten temat, który często jest dla nich bolesny, bo osobisty, często wstydliwy. Mówią one o poczuciu winy, że nie udało im przekazać dzieciom ich ojczystego języka, czegoś, co wydaje się umiejętnością najbardziej oczywistą i naturalną. Często przeżywają tę sytuację jako osobistą porażkę, w tym także, w roli matki, co negatywnie wpływa na ich poczucie sprawczości i własnej wartości. Tym bardziej, że doświadczają wyrzutów i krytyki ze strony rodziny w Polsce, która nie może się porozumieć z ich dziećmi. I każdy podaje mi przykład znajomych z zagranicy, których dzieci świetnie mówią po polsku. Z drugiej strony mamom często brakuje wsparcia ze strony partnerów / tatów. Nie znając języka polskiego, trudnego do nauczenia się dla obcokrajowca, umywają oni ręce, a cała odpowiedzialność pozostaje na mamach. Samotność tych mam jest ogromna, bo jedynymi osobami, które je naprawdę zrozumieją, są inne mamy w podobnej sytuacji.

Niektóre mamy kontynuują takie dwujęzyczne rozmowy z dziećmi, w których każdy mówi w swoim języku. Inne, nie widząc rezultatów, przechodzą na język większościowy, uważając, że relacja z dzieckiem będzie lepsza, jeśli będą komunikować się w tym samym języku. Bo relacja jest ważniejsza od języka. Tylko, że relacja z dzieckiem byłaby głębsza i bogatsza, gdyby odbywała się w języku rodzica, języku jego uczuć i emocji. Jednak, żeby to było możliwe, dziecko musi ten język opanować.

*Wszystkie imiona zostały zmienione.

Jeżeli powyższy artykuł zainspirował Was do refleksji, podzielcie się nią z nami w komentarzach pod artykułem.

Samej / samemu jest Ci trudno?

Jeśli czujesz, że potrzebujesz wskazówek, jak wspierać dziecko w języku polskim – porozmawiajmy. Pomagam rodzicom na różnych etapach drogi dwujęzycznej: w momentach kryzysu, gdy dziecko nie chce mówić po polsku, gdy potrzebujesz planu działania albo po prostu szukasz kogoś, kto rozumie, przez co przechodzisz.

👉 Napisz do mnie — wspólnie znajdziemy rozwiązanie, które będzie dobre dla Ciebie i Twojego dziecka : anna (at) bilingual-kid.com