Wiele mam pisało do mnie, opowiadając, jak niezręcznie jest im mówić do dzieci po polsku w obecności osób nieznających języka. Często wynika to z obawy o wykluczenie ich z rozmowy, ale nie tylko. Pojawia się obawa, co inni sobie pomyślą? A jeśli skrytykują moją postawę? Jest to tym bardziej delikatne, jeżeli nasza strategia językowa stała się już wcześniej obiektem krytyki. Kiedy przeczytałam ostatnio ciekawą refleksję na temat krytyki, pomyślałam, że może Was ona zainteresować. Szczególnie trafna wydaje mi się analiza, skąd się bierze krytyka. Może przyniesie Wam ona kilka odpowiedzi, jak sobie z nią radzić. I pomoże utrzymać zwyczaj używania polskiego w stosunku do dziecka, bez względu na sytuację. 

Przykłady krytyki

Przykładów krytyki jest wiele. Pamiętam, kiedy sąsiad przyjaźnie poradził mi, żeby Jasiek najpierw nauczył się poprawnie francuskiego, zanim zacznę mącić mu w głowie drugim językiem. Albo kiedy niemieckojęzyczna znajoma zwierzała się, że jej francuska teściowa obraziła się na nią, bo mówiła do dzieci po niemiecku w jej towarzystwie.

Ale mogą też być sytuacje dużo poważniejsze (wcale nie bagatelizują tych wyżej wymienionych), dotyczące wyborów życiowych. Kiedy podejmujemy decyzję zamieszkania w obcym kraju albo związania się z osobą o odmiennej kulturze.

Czasami wystarczy jedno zdanie, spojrzenie czy ton głosu, a nasza pewność siebie i przekonanie o słuszności podjętej decyzji znikają w mgnieniu oka. Trafiono w nasz czuły punkt.

To nie Ciebie ludzie krytykują…

„Ludzie nie krytykują Ciebie za to, kim jesteś, ale za to, kim oni sami nie są” (Matthias Mazur). Oznacza to, żeby jak tylko robimy coś, co odstaje od ogólnie przyjętej normy, istnieje ryzyko, że staniemy się obiektem krytyki. Ale skąd się bierze krytyka?

Oto trzy główne źródła krytyki.

Pierwszym z nich jest niewiedza. Oznacza to, że krytykująca nas czy nasze przedsięwzięcie osoba nie zna wszystkich elementów naszego projektu.

Drugim źródłem jest zazdrość. Zazdrości nam ona tego, co robimy, bo sama miałaby ochotę rzucić się na głęboką wodę, czy być w naszej sytuacji, ale z jakiegoś powodu nie może.

Kolejnym powodem może być frustracja. Osoba ma świadomość tego, że nie jest zdolna do tego, do czego my dążymy albo co już osiągnęliśmy. Krytykując nas, czuje się lepiej, bo próbuje się przekonać, że nasze przedsięwzięcie nie jest nic warte. Potrzebuje tego, żeby nie żałować, że sama nie jest w stanie się go podjąć.

Zawsze pamiętajmy, że takie osoby są toksyczne i najlepiej mieć z nimi jak najmniej do czynienia.

Jak reagować na krytykę?

Nic sobie z niej nie robić. I przede wszystkim nie zmieniać zdania, jeśli szczerze wierzymy w to, co robimy. Krytyka jest częścią wyzwań, których się podejmujemy. Nie traćmy więc czasu na usprawiedliwianie się, ani na próby przekonania krytykującej nas osoby. Bo kto nas krytykuje? Na pewno nie ci, którzy sami mają mnóstwo projektów i planów na przyszłość. Są oni bowiem zbyt zajęci wcielaniem ich w życie, żeby szukać dziury w całym. Krytykują nas osoby, które same nie mają odwagi czy możliwości, żeby coś ze sobą zrobić, żeby coś zrobić ze swoim życiem. Zapomnijmy o nich. I nie zbaczajmy z wcześniej obranej drogi.

Nasz cel

Nasze wybory, czy chodzi o dwujęzyczne wychowanie, o zmianę miejsca, w którym mieszkamy, czy o jakiekolwiek decyzje życiowe, należą jedynie do nas. Bądźmy przygotowani na krytykę, bo oznacza ona, że to, co robimy liczy się. Dowodem na to są reakcje wokół nas. Jednocześnie otaczajmy się pozytywnymi osobami, których obecność, życzliwość i zachęta pomogą nam w posuwaniu się do celu. Bo jeżeli ten właśnie cel sobie wyznaczyliśmy, to znaczy, że jesteśmy zdolni do osiągnięcia go.

A jak Wy reagujecie na krytykę? Czy macie jakieś opracowane strategie, żeby Was ona nie dotykała? Podzielcie się nimi z nami, poniżej w komentarzach artykułu