Na książkę „Drzewo do samego nieba” Marii Terlikowskiej (autorki Gąski Balbinki) trafiłam przez przypadek. Nie pamiętam jej z dzieciństwa, dlatego z tym większym zainteresowaniem przeczytałam ją Jaśkowi. Odkryłam wspaniałą opowieść poruszającą wiele ważnych tematów, które dzieci dopiero poznają: różne modele wychowawcze, życie wspólnoty, relacje między pokoleniami, rozwój miast… Zapraszam Was do podróży do świata naszego dzieciństwa, pobudzającej do refleksji i do szukania odpowiedzi na ważne pytania.

Drzewo do samego nieba, jak Szklana Góra

„Drzewo do samego nieba” opowiada o przygodach dwóch braci na miejskim (prawdopodobnie warszawskim) podwórku, którego centrum stanowi ogromne drzewo. W przekonaniu chłopców należy ono do nich. „Tylko drzewo jest nasze. To jest dżungla pełna dzikich zwierząt. To jest Szklana Góra. (…) cudowne miejsce, z którego widać wszystko.” Z jego gałęzi chłopcy obserwują życie sąsiadów. A dzieje się tam wiele… Ale pewnego dnia, z pojawia się groźba, że drzewo zostanie ścięte. Rozpoczyna się wtedy Wielka Bitwa o Drzewo…

Drzewo, główny bohater opowieści

Głównym bohaterem książki jest bez wątpienia drzewo. Wielkie, majestatyczne, wszechobecne i niezbędne dla dzieci drzewo. Dlaczego niezbędne? Bo stanowi środek ich wszechświata. Umożliwia im liczne zabawy, uatrakcyjnia korzystanie z podwórka, pomaga w odkrywaniu świata, a tym samym, towarzyszy chłopcom w dorastaniu. Drzewo to nieodłączna część miejskiego pejzażu, pełniąca ważną rolę dla całej społeczności. Dlatego właśnie, jest to jedna w pierwszych opowieści ekologicznych dla dzieci. (Książka pochodzi z 1975 roku, ale zapewniam Was, że w niczym nie straciła na swojej aktualności.)

Ja także w dzieciństwie miałam swoje ulubione drzewo, na które wspinałyśmy się z koleżankami. Nie było ono tak wysokie jak to opisywane przez Marię Terlikowską, ale miało dużo bardzo niskich gałęzi. Ostatnio pokazywałam je Jaśkowi, podczas spaceru w Parku Saskim. Rośnie ono przy placu zabaw i kiedy przechodzimy obok, robi mi się ciepło na sercu. Jasiek także ma swoje drzewo do wspinania. Na początku zastanawiałam się, czy pozwolić mu na nie wchodzić. Teraz, po lekturze książki, nie mam już co do tego wątpliwości. Proszę jedynie, żeby uważał nie tylko na siebie, ale i na gałęzie drzewa. Szczególnie, jeśli chcemy, żeby następne pokolenia, mogły z niego korzystać.

Podwórkowy mikrokosmos

„Drzewo do samego nieba” to opowieść o funkcjonowaniu wspólnoty, którą tworzą mieszkańcy kamienicy. Jako, że żyją tam od dawna, dobrze się znają i wiedzą o sobie prawie wszystko. W ten sposób, w miarę jak chłopcy wspinają się coraz wyżej po konarach drzewa, poznajemy nowych sąsiadów oraz ich codzienne problemy. Spotykamy ciepłą panią Rachlińską, której dzieci zginęły podczas wojny. Obserwujemy Dorotkę, którą mama, nie wiadomo, z jakiego powodu, odizolowuje od świata. Jesteśmy świadkami nieszczęśliwego wypadku Pawła, starszego kolegi, chcącego zaimponować młodej sąsiadce.

Jak to wśród sąsiadów bywa, są tu spory i kłótnie, ale w ważnych momentach, potrafią się oni wykazać dużą solidarnością i wzajemną pomocą, o czym przekonamy się podczas Wielkiej Bitwy o Drzewo.

Polskie podwórka mojego dzieciństwa

Dlaczego książka „Drzewo do samego nieba” jest mi wyjątkowo bliska? Uważam, że znakomicie oddaje klimat podwórka, który pamiętam z dzieciństwa. Mam wrażenie, że takie podwórka i zabawy podwórkowe już dzisiaj nie istnieją. Mało który rodzic wypuszcza bowiem swoje dzieci na kilka godzin na dwór, żeby z kolegami i koleżankami odkrywały uroki miejskiej dżungli. Teraz mamy kolorowe place zabaw, starannie ogrodzone, z drabinkami oznaczonymi przedziałem wiekowym. Wspomnienia tamtych podwórek (z trzepakiem) należą już tylko do wspólnych reprezentacji pokoleń wychowanych w dwudziestym wieku. Nasuwają mi się na myśl inne utwory: „Nikt się nie trzęsie” również Marii Terlikowskiej i „Chcę mieć przyjaciela” Danuty Wawiłow. Wydane w serii „Poczytaj mi, mamo”, należały one do moich ulubionych ze względu właśnie na ich podwórkowe przygody.

Uniwersalne wartości książki

Zachęcam Was do przeczytania dzieciom „Drzewa do samego nieba” Marii Terlikowskiej. Jest to pełna poezji opowieść o pozytywnych i uniwersalnych wartościach (przyjaźni, solidarności międzyludzkiej, znaczeniu natury…). Dla mnie, to również świadectwo pewnej epoki, o której myślę z nostalgią, i którą  pragnę podzielić się z synkiem. Opisywane w książce przygody bardzo mu się spodobały, szczególnie Wieka Bitwa o Drzewo (i „ogród widziany z górnych konarów”, jak sam dodał). Podobnie jak śliczne ilustracje Sary Olszewskiej, które są dodatkowym atutem tej wspaniałej opowieści.

Jeżeli zainteresowała Was książka „Drzewo do samego nieba”, znajdziecie ją w internetowej księgarni „Czytam i mówię po polsku, podobnie jak wiele innych wartościowych polskich książek.  A także wiele ciekawych pozycji przygotowanych specjalnie dla dzieci uczących się języka polskiego jako języka mniejszościowego. Gorąco polecam!

Czy znacie „Drzewo do samego nieba”? Co o myślicie o tej książce? A może czytaliście dzieciom (albo we własnym dzieciństwie) inne książki Marii Terlikowskiej? Opowiedzcie nam o tym:)