Często się mówi, że dwujęzyczne dzieci mają uboższe słownictwo od ich jednojęzycznych kolegów. Przez długi czas nauczyciele zniechęcali nawet rodziców do używania w domu języka mniejszościowego. Przekonywali ich, że będzie to miało negatywny wpływ na opanowanie języka większościowego przez dziecko i na jego wyniki w szkole. Na dłuższą metę, mówili, mogłoby to utrudnić jego integrację społeczną i przyszłą karierę zawodową. Na szczęście, od tamtej pory udowodniono korzyści wynikające z dwujęzyczności, w tym także intelektualne. Dzisiaj coraz rzadziej słyszymy te argumenty, choć…  zależy to w dużej mierze od statusu języka mniejszości w danym kraju. (Niektóre języka są uważane za mniej prestiżowe…) Ale co ze słownictwem? Uboższe? Porównywalne? W stosunku do kogo? W jakiej mierze? To nie takie proste.  

 Determinacja społeczna

Każdy człowiek ma inny zasób słów. Zależy to przede wszystkim od jego kultury (czytanie, spotykane osoby) i edukacji. Trudno oszacować ilość znanych i używanych przez każdego z nas słów. W najdramatyczniejszych sytuacjach (są to dane francuskie) niektórzy dysponują 400 słowami, podczas gdy ponad połowa społeczeństwa używa  5000 – 6000 słów. Pierwsza różnica w zasobie słów wynika więc z odmiennych środowisk, w których dane osoby ewoluują.  

Suma znanych słów

Następnie, w przypadku dwujęzycznych dzieci, jak to wyjaśniałam w artykule „Czy dwujęzyczne dzieci później zaczynają mówić?”  znane słowa dzielą się między dwa języki.  Jeżeli uczące się dziecko zna 100 słów po angielsku i 100 po polsku, to jego zasób słów wynosi 200 słów. Czy to znaczy, że ma uboższe słownictwo niż rówieśnik o podobnej kulturze, znającego tylko polski ? Tak, po polsku, zna o połowę słów mniej. Ale w rzeczywistości, zna porównywaną ilość wyrazów (licząc słowa w obydwu językach). 

Wpływ otoczenia na słownictwo

Tak więc słownictwo zależy od czasu, jaki spędza się w danym języku. Jeżeli dziecko spędza większość czasu w języku większości (w szkole, z kolegami…) , jego słownictwo w tym języku będzie bogatsze niż w języku mniejszości. Ale jednocześnie będzie ono nieco uboższe od słownictwa dziecka (wychowanego w porównywalnych warunkach) obracającego się przez cały czas w jednym języku. Ta różnica wynika z czasu w języku mniejszości. Szczególnie, jeśli jest on zarezerwowany dla niektórych sfer życia, np. życia w rodzinie, uczuć, emocji.

Bogactwo językowe w języku mniejszości będzie tym bardziej ograniczone, im więcej czasu dziecko spędza z tymi samymi osobami. Każdy ma swój własny specyficzny zasób słów, który rzadko ewoluuje na przestrzeni kilku lat. Dlatego tak ważne są wpływy zewnętrzne, czyli inne osoby mówiące w języku mniejszości: dalsza rodzina, polscy znajomi, znajomi z Polski.

Dwujęzyczność doskonała

Dwujęzyczność doskonała występuje w miarę rzadko. Prawie niemożliwe jest bowiem spędzanie tej samej ilości czasu w dwóch językach. Najczęściej jeden język dominuje, jeśli nie we wszystkich dziedzinach (bo szkoła i jeden z rodziców przekazują język większościowy), to przynajmniej w części z nich. (Za sprawą nauki wyniesionej ze szkoły i kontaktów z kolegami w języku większości, podczas gdy życie rodzinne odbywa się jedynie w języku mniejszości, bo oboje rodzice go używają).

Wspomaganie języka większości?

 Tak więc teoretycznie dwujęzyczne dzieci mają uboższe słownictwo od niektórych jednojęzycznych kolegów. Jednak w praktyce ta różnica jest często niepostrzegalna, bo nie używamy na co dzień wszystkich znanych nam słów. Z czasem lektury rozmaitych książek wpływają na jej zacieranie się. Jest to więc indywidulana kwestia każdej osoby. Ale jeśli chcemy, żeby dziecko miało bogate słownictwo w obydwu językach, powinniśmy dostarczyć mu zasobów językowcach w obydwu językach. W perspektywie przekazywania przez nas dziecku polskiego (słabszego), wspomaganie nauki języka większościowego może jednak okazać się kontrproduktywne w stosunku do polskiego…

Jeżeli mielibyście ochotę podzielić się z nami Waszymi refleksjami na ten temat, serdecznie Was do tego zapraszam, poniżej w komentarzach artykułu